logozsm1

Kontakt

 Zespół Szkół Mechanicznych
im. Żołnierzy Września 1939 Roku

46-100 Namysłów

ul. Pułaskiego 10

tel. 0-77-41-01-627
tel. 0-77-41-01-683

e-mail:
sekretariat@mechanik-namyslow.pl

e-mail:
sekretariat_uczniowski@mechanik-namyslow.pl

prez2

Za nami tradycyjny „Rajd Pierwszaka”. Na zdobywanie Ślęży wyruszyliśmy 22 września. Grupa liczyła  100 uczniów, którymi opiekowało się 11 nauczycieli. U podnóża wzniesienia stanęliśmy ok. godz. 10. I rozpoczęła się „wspinaczka”… Pierwsze 40 min było „mordercze”. Szlak piął się pionowo w górę, nie pozostawiając cienia wątpliwości, że łatwo nie będzie. Po 20 minutach dało się słyszeć pierwsze komentarze:

„Jestem starym, zawodowym góralem, ale-uff- dziś kondycję zostawiłem w domu.”

„Ja mam twarde spartańskie wychowanie, ale takich trudności się nie spodziewałem…”

Potem było tylko gorzej:

„Trzymajcie moje mięśnie, bo mi gdzieś uciekają!!!”

„Boli mnie lewa część prawej półkuli mózgu!” I odpowiedź: „To podrap ją prawą częścią lewej ręki!”

Na szczęście humor nas nie opuszczał, chociaż zaczęliśmy już zbierać pierwsze ofiary braku kondycyjnego przygotowania: a to kolano trzeba było otulić bandażem elastycznym, a to potrzebne były plasterki na pierwsze otarcia stóp, a to pomocna dłoń, podana chwilowo słabnącemu rajdowiczowi, okazała się być z wdzięcznością przyjęta. Ale wszystkie te drobne niedogodności były niczym wobec urody ślężańskiego lasu i pierwszych, nieśmiałych jeszcze bardzo, ale już dających się zauważyć oznak nadchodzącej jesieni.

Wreszcie około południa dotarliśmy do celu. I tu refleksja zmachanego, szlachetnie utrudzonego uczestnika, w którego głosie wyraźnie słychać było nutkę zawodu :

„Mieliśmy wszyscy wbiec na szczyt jak Rocky Balboa, a wbiegł tylko jeden. Ale z nas cieniasy…”

Cóż, może nie w stylu wspomnianego idola, ale jednak w komplecie i o własnych, choć mocno nadwątlonych  siłach, dotarliśmy na górę. Tam uzupełniliśmy niedobory energetyczne małym posiłkiem, a po zwiedzeniu okolicy i sesji zdjęciowej ruszyliśmy w drogę powrotną. Zejście było znacznie łatwiejsze. A może perspektywa pieczonych w ognisku kiełbasek znacznie zmniejszyła uciążliwość powrotu. Dość ,że na dole znaleźliśmy się szybko i sprawnie. Ognisko - przygotowane przez wcześniej przybyłą tam ekipę techniczną - już płonęło, a pierwsze, pięknie przyrumienione kiełbaski, pachniały smakowicie.

Popas mógłby trwać jeszcze długo, lecz czas płynął nieubłaganie, dyscyplinując nawet tych najbardziej opornych. Jeszcze tylko 111-głosowym chórem odśpiewaliśmy „Sto lat” obchodzącej tego dnia swoje urodziny jednej z nauczycielek, uprzątnęliśmy miejsce biwakowania, wygasiliśmy ogień i ochoczo, aczkolwiek z żalem, że to już koniec wyprawy, odjechaliśmy z malowniczego podnóża Ślęży.

Cóż, następny taki wyjazd za rok, ale już w innym składzie i przy innym ognisku... A tegorocznego możecie nam zazdrościć!

                                                                                                                                                     HaSz   

Po więcej zdjęć zapraszamy na facebook'a : kliknij tutaj